Wielki paradoks – gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…


Czy miałaś kiedyś ambicje, by nauczyć żabę latać?

Nie przeszłoby Ci to przez głowę.

Tymczasem robisz to.

Rzadziej lub częściej, a jednak chcesz siłą woli, czy argumentów przerabiać ropuchy na motyle.

 

Wszyscy to robimy, inwestując w to mnóstwo energii, pracy, siły woli.
Bardzo chcemy, aby twardy trójwymiar zaczął z nami współpracować (sic!) na nieznanych mu zasadach otwartego serca, win-win, życzliwej szczerości i bezinteresownej chęci pomocy.

 


Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Jeszcze będzie przepięknie (rys. Rafał Olbiński)

 

Przykład (Paradoks Pierwszy)

Założyłam fundację, bo bardzo chciałam zakładać ogrody społeczne w moim mieście. Nie tylko oczywiście, ale był to nasz pierwszy projekt, który wydawał się być świetny z kilku powodów. Ogrody są piękne, nikogo nie wykluczają, można robić w nich wspólnie wiele rzeczy i dobrze się bawić, a samym swoim istnieniem podnoszą wibracje otoczenia. Więc każdy powinien być na tak – przynajmniej w teorii. Założyliśmy, że będą zwolennicy i osoby neutralne, no bo komu może przeszkadzać ogród?
Paradoks polega na tym, że okazuje się, że może i że przeszkadzał. Z powodów dla nas niepojętych (zazdrość? strach? złośliwość???), ale o tym dalej.

 

Wielki paradoks – gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Takie ogrody chcieliśmy budować. I jeszcze zbudujemy…

 

Akcja (Paradoks Drugi)

Nie będę tu opisywać wszystkich trudności, które wiązały się z wystartowaniem fundacji i ogarnięciem tego projektu. Ważne, że spotkaliśmy kilka wspaniałych osób, których bezinteresowna pomoc sprawiła, że w końcu trafiliśmy do władz miasta z prośbą o przyznanie terenu. Na którym – uwaga! :
  1. zrobimy im piękny ogród,
  2. z projektem uznanej projektantki – za darmo,
  3. naszymi siłami i pracą – za darmo,
  4. zbierając fundusze i sponsorów – za darmo,
  5. z prośbą o teren i jakąś kasę na start, do której dołożymy resztę.
Paradoks drugi polegał na tym, że w mieście, które ogłasza, jak bardzo chce być „zielone”, ta oferta okazała się być mało interesująca dla urzędników. Myśleliśmy, że padną nam w ramiona, podziękują za to, że ktoś wyrywa się, by odwalić za nich robotę i rzucą do pomocy… Taaaaak…

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

W ogrodzie każdy znajdzie coś dla siebie. W raju wiedzieli o tym od zawsze.

 

Rozwinięcie akcji (Paradoks Trzeci)

W mękach, bólach i wielce niechętnie, przezwyciężając agresywny (!) opór różnych dziwnych osób, otrzymaliśmy teren. Trwało to 5 miesięcy, mimo, że w mojej mieścinie mogę wymienić z marszu kilka miejsc, które się o ogród proszą.
Podpisywanie umowy użyczenia terenu, to parodia Kafki. Umowa była najeżona odpowiedzialnością karną, cywilną i finansową za absolutnie wszystko i wszystkich (powitajmy paradoks nr 3: jako fundacja mieliśmy odpowiadać przed sądem za to, co zrobiliby sobie nawzajem przechodnie na terenie publicznego ogrodu w środku miasta!!!). Mimo, że to ogród zabroniono nam w nim cokolwiek stawiać – ławek, altanki, podestu…
Nasz prawnik nieskończoną cierpliwością, łagodnością i tłumaczeniem zmienił umowę na normalną. – Kolejne 2 miesiące bzdurnej pracy, pary w gwizdek, zmarnowanej energii, którą można by przeznaczyć na tworzenie ogrodu.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Doświadczam “błogostanu”…

 

Kulminacja absurdu – Paradoks nr 4 oraz 5

Mieścina, choć bogata, przeznaczyła na zrobienie 10-arowego ogrodu grant o wielkości 5000 zł (słownie: pięć tysięcy). I to jest czwarty gruby paradoks w tej historii, ale wciąż nie największy. Do puenty jeszcze  zmierzam.
Mimo, że „wysokość” grantu zwaliła nas z nóg, postanowiliśmy kreatywnie wykorzystać ją na promocję ogrodu wśród mieszkańców i turystów oraz fajnie zaprojektowany fundraising. Oczywiście dołożyliśmy do tego z własnej kieszeni – a jakże.
Projekt miasto zaakceptowało, poszły zgody, a my z wielką starannością wykonaliśmy piękną tablicę z żywego mchu, która miała być wystawiana – pod nadzorem, na 2 godziny w różnych miejscach miasta, 2-3 razy w tygodniu.
A potem zderzyliśmy się z niepojętym oporem i złośliwością.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Nie głaskać – NIE ZROZUMIE… Myślenie zabronione (fot. Ra / Jasna Polska)

 

Pewnej wysoko postawionej pani w urzędzie przeszkadzał ten pomysł i choć bezpośrednio nie ma nic do gadania, jej umocowanie sprawiło, że mimo oficjalnie zatwierdzonego projektu, akceptacji plastyka i konserwatora miasta oraz interwencji u różnych innych osób, otrzymaliśmy zakaz pojawiania się z tablicą gdziekolwiek.
Paradoks piąty – aby nasycić czyjeś ego i zadbać o jakiś tam egoistyczny interesik, publiczne pieniądze miasta zostały po prostu wyrzucone do kosza. A z nimi nasz wielki wysiłek, entuzjazm, serca na dłoni i dobre chęci. Pani z urzędu nie traktuje urzędu jako swojej firmy, w której dba się o każdą wydaną złotówkę. Pani postanowiła coś udowodnić i oczywiście dopięła swego – w końcu ona tu rządzi, prawda? Koszty nie grają roli.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Achtung Baby! (fot. Ra / Jasna Polska)

 

Olśnienie – rozwiązałam zagadkę

Ego w całej tej historii miało wielkie używanie. Moje ego, dodajmy.

Czułam wściekłość, bezsilność, nienawiść, zalewała mnie skrajna frustracja.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Chyba ktoś tłumi złość. Stary Dworzec w Katowicach (fot. Ra / Jasna Polska)

 

Wiedziałam, że TO JA MAM RACJĘ i waliłam głową w mur, by ją wreszcie komuś udowodnić.
A jak wiemy najsłodsza heroina dla ego to RACJA.
Strasznie mnie to zjadało. Chodziłam wyczerpana i odbijałam się od ściany, bo cały urząd miał moje żale i racje głęboko w d…
Pytałam się siebie, co mam robić – walczyć, czy poddać się. Każda z opcji gwarantowała niesmak i frustrację.
Walka oznaczała eskalację agresji, poddanie wiązało się z poczuciem wykorzystania, bycia głupim narzędziem użytym do ich celów (wybory w przyszłym roku, polityczne gierki i podchody w kuluarach)
I wtedy do mnie dotarło.
Że jest trzecie wyjście z tej nędznej sytuacji. Stanąć OBOK.
Być świadkiem.

 

Zaakceptować, że trójwymiar taki właśnie jest.

W taki sposób działa – manipuluje, wykorzystuje, kłamie.
Jest zero-jedynkowy: jeden wygrywa, reszta przegrywa.
Wygrany bierze wszystko, reszta nie dostaje nic.

 

Wszyscy są głęboko uśpieni,

więc w swych maskach i zbrojach bardziej przypominają kukły niż ludzi.
Tak jest i to się nie zmieni.
Trójwymiar to plac zabaw dla części Dusz i to jest OK.
Ja też do niedawna byłam w nim zanurzona po uszy.
(Więcej na ten temat tu: Co to jest ten trójwymiar i 11 powodów dlaczego tak śmierdzi).
Teraz jestem na progu – między światami i to jest bardzo, bardzo, BARDZO niekomfortowe.

 

Bycie obok systemu to:

Spokojna obserwacja jego gierek BEZ wchodzenia w nie.
To szacunek i empatia dla zabaw i doświadczeń Dusz w matrixie.

 

To zgoda na to, że coś takiego jak „posiadanie racji” NIE ISTNIEJE.

To wreszcie pozwolenie małym dzieciom w piaskownicy, na to by myślały, że tą rację jednak mają. Że znowu wygrały. Że znowu udało im się znaleźć frajera i naiwniaka, którego tak łatwo „ustawić” i wykorzystać.
Paradoks polega na tym, że w zasadzie tak jest.
Z ich wąskiej perspektywy tak się właśnie dzieje. Żaba w kałuży nigdy nie zobaczy terenu z lotu ptaka. Nie wymagajmy tego od niej.
Żaba jest doskonała i potrzebna taka jaka jest.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

My tu gadu, gadu, paradoksy i te sprawy, a tu się taki piękny orb zaplątał (fot. Ra)

 

I teraz wchodzę ja – cała na biało

W trakcie całej tej historii żaby doprowadzały mnie do szału. Obrażały mnie. Inwigilowały (tak!). Zniechęcały. Tępo oporowały. Przeszkadzały jak mogły. Drażniły. Prowokowały bezczelnością i arogancją.
Mnie, czyli kogo dokładnie? EGO, które za wszelką cenę pragnęło, by przyznać mu rację.

 

Zapytałam się siebie, dlaczego wciąż jeszcze chcę zrobić ten ogród.
Dla siebie – by stworzyć coś pięknego.
Dla Serca, które każe mi w to brnąć (Serca o logikę nie pytam).
Dla zabawy i radości, która pojawi się przy pracy.
Dla Ludzi – by dać im piękno, odpoczynek, poczucie wspólnoty, śmiech.

 

I ile jestem w stanie za to zapłacić? Czy w ogóle muszę coś płacić???
A co jeśli zrobiłabym to POZA nimi. Poza systemem?

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Lodówka u znajomych filozofuje (fot. Ra / Jasna Polska)

 

Paradoks największy i najcenniejszy, do którego zmierza cała ta historia

Jeśli wybieram bycie świadomością, coś takiego jak „racja” nie istnieje.
Jest czymś śmiesznym.
Tak jakby – nie ma tematu.
Jeśli zgodzę się na ich warunki, by zrealizować coś w trójwymiarze ( w którym oni niepodzielnie rządzą i rozdają znaczone karty), to w ich mniemaniu będzie oznaczało, że im ustąpiłam. Że oni mają rację i WYGRALI.
Oczywiście, że tak! – W trójwymiarze nie może być inaczej! W trójwymiarze oni zawsze wygrywają, chyba, że chcesz grać z nimi ich metodami.
Ale to z motyla przemienia cię w ropuchę i trafisz do wspólnej kałuży. A nie o to tu chodzi.

 

Więc ogród należy zrobić w 2 przestrzeniach wibracji jednocześnie:

– Ogród w 3D jest na ich zasadach – tu wchodzą te wszystkie nieprzyjemne rzeczy z matrixowego bajora i w porządku. Jest na to zgoda, wiemy o co chodzi.
– Ogród w 5D jest na moich zasadach – Serca, win-win, zabawy i kreacji.
A paradoks polega na tym, że JEDNO NIE WYKLUCZA DRUGIEGO.
Wiedząc o tym, mogę być świadkiem zdarzeń na obu tych płaszczyznach – dwu Ziemiach – jednocześnie. A że są one do siebie równoległe i raczej nigdy się nie spotkają, to już inna historia.

 

Wielki paradoks - gdy walczysz z trójwymiarem, NIE MASZ SZANS. Chyba, że zrobisz tak…

Uśmiech made in trójwymiar, czyli jakość, szyk i elegancja (fot. Ra)

 

Konkluzja

Od tamtego momentu poczułam ogromną ulgę. Zjawiska wokół mnie uległy przesunięciom. A ja pod egidą Fundacji MY założyłam Jasną Polskę, by w przyszłości finansować wspaniałe ogrody i inne cudowności dla ludzi w tym Kraju.
W tej historii nieistotne.
Najważniejsze jest, że od tamtego przebłysku zaczęłam inaczej postrzegać trójwymiar.

 

Zrozumienie, że wóz drabiniasty nigdy nie będzie statkiem kosmicznym, pomaga mi akceptować naszą gęstą rzeczywistość, oczekując od niej bardzo mało.

 

Wóz drabiniasty pomógł już wielu.
Na pewnym etapie rozwoju świadomości jest genialnym wynalazkiem.
Obserwuję to.
I raduje się moje Serce.
Aho <3

Dobrze się czujesz na Jasnej Polsce?

Prosimy - wesprzyj jej rozwój (na co potrzebujemy funduszy - dowiesz się tu)
Dziękujemy! Aga i Adrian

Kliknij:

 

 

Źródło ilustracji w tekście: Internet (gł. Pinterest, Unsplash, Pixabay), chyba, że podano inaczej.

Liczba odwiedzin: 1550
RA - Jasna Polska

Autor: RA - Jasna Polska

Ra, czyli jeden z 7 miliardów ludzi na Ziemi. Ma Serce, Duszę, Ciało i... ego :) Więcej o mnie znajdziesz w zakładce Zespół.

Wszystko co lubisz prosto na Twój e-mail

Disclaimer:
Ten blog pisany jest z potrzeby Duszy i Serca. Jest po to, by pokazać Ci, że nie jesteś Sam/a w swoich Poszukiwaniach. Jest nas więcej :) - nawet jeśli nasze drogi się różnią. Dlatego wybierz stąd dla Siebie tylko to, co z Tobą rezonuje - co Cię wzmacnia, inspiruje i wspiera. Po to właśnie piszemy. AHO <3

Komentarze

  1. Avatar
    Ośka
    | Odpowiedz

    Od wczoraj buszuję po Twoich artykułach, jestem zakochana! Dziękuję!

    • RA - Jasna Polska
      RA - Jasna Polska
      | Odpowiedz

      I ja dziękuję! <3 <3 <3 🙂

Dodaj komentarz

Twój komentarz pojawi się po zaakceptowaniu go przez moderację

Jasna Polska NIE jest autorem publikowanych ogłoszeń. Nie odpowiada za ich treść, oferowane usługi bądź produkty.
Wyznajemy zasadę, że każdy kreuje swoją rzeczywistość i sam odpowiada za podejmowane przez siebie decyzje.