RA - Jasna Polska |
07.03.2020
Czego nauczyła mnie pewna lesbijka o dniach płodnych, ciąży i spełnianiu marzeń niemożliwych do spełnienia
Dni płodne można wyznaczać w sposób księżycowy, a zajść w ciążę – gdy nie ma na to żadnych szans. Oto historia nieprawdopodobna i w 100% prawdziwa, bo życie pisze scenariusze, którym nie dają rady nawet wenezuelskie telenowele.
Jeżeli nie planujesz dziecka – czytaj dalej. To także historia o marzeniach niemożliwych do spełnienia, które…
zresztą – sam-a zobaczysz…
Czekamy na Jasnej Polsce na doule, szkoły i domy rodzenia, warsztaty chustonoszenia, banki mleka, kawiarnie dla mam z dziećmi i wszystko co związane z dobrostanem dzieci i rodziców – masz wolne 5 minut? – tyle zajmie ci dodanie ogłoszenia na Jasną Polskę.
Do podzielenia się tą historią i sposobem na alternatywne (i jak się okazało skuteczne) wyznaczanie dni płodnych, skłonił mnie obejrzany wczoraj film „Wielki chłód” (1983), w którym Glenn Close z wielkiej miłości i w harmonii z samą sobą ofiarowuje na jedną noc swego męża przyjaciółce, gdy ta desperacko pragnie zajść w ciążę.
(Uspokajam, to nie spoiler, tylko jedna ze scen – film pokazuje losy grupy przyjaciół, którzy po klęsce hipisowskiej euforii próbują się odnaleźć w koślawym, chciwym trójwymiarze lat 80-tych).
Jak zajść w ciążę lub spełnić inne mało prawdopodobne marzenie
Nika była lesbijką od zawsze i wiedziała, że to się nigdy nie zmieni. Miała już ze swą partnerką dziecko – ale urodziła je Magda. Wychowywanie malutkiego, pełnego życia chłopczyka utwierdziło Nikę, że chce doświadczyć macierzyństwa w pełnym wymiarze: ciąża, poród, połóg, hormony oraz irracjonalna miłość do końca świata.
W ich otoczeniu nie było żadnego mężczyzny o jakiejkolwiek orientacji, który mógłby wspomóc dziewczyny swą męską energią. Jednocześnie pragnienie dziecka było tak dojmujące, że sylwestrowy szamańsko-tantryczny rytuał spełniania marzeń dotyczył tylko tej jednej intencji.
Nie było mnie tam, ale wiem, że rytuał musiał być mocny, bo robił go John Hawken – tantryczny mistrz o manierach sfochowanej diwy, wyglądzie leśnego czarta i gołębim sercu (jeszcze kiedyś o nim napiszę).
Robimy tu jasną Polskę – lekką, spokojną, wolną. Bez osądzania, bez oceniania, bez lepszych i mądrzejszych. Po prostu: każdy na swej unikalnej drodze. Dołącz!
Medyczno-magiczny kalkulator dni płodnych
Nika już na drugi dzień po rytuale zaczęła opowiadać wszystkim, że w lutym zajdzie w ciążę. Nie wiedziała jak, nie wiedziała z kim, wiedziała jedno – to musi być luty.
Dlaczego luty?
Otóż dochodzimy do sedna tej historii. Istnieje metoda wyznaczania dni płodnych, która łączy w sobie Księżyc, fizjologię i medycynę.
Czeski lekarz dr Jonas ustalił, że dni płodne kobiety następują wtedy, gdy Księżyc znajduje się w tej samej fazie, w której znajdował się w czasie jej własnych narodzin.
Magia, prawda?
Później ustalono, że najlepszą kombinację stanowi połączenie faktycznych dni płodnych z dniem księżycowym. Prawdopodobieństwo poczęcia jest największe, gdy oba cykle się zbiegają (1)
Jednocześnie dr Jonas miał pacjentki, które zachodziły w ciążę poza swymi biologicznymi dniami płodnymi, a podobno są nawet przypadki ciąży podczas menstruacji (co by wyjaśniało te wszystkie przypadkowe i nieplanowane ciąże, kiedy teoretycznie „nie powinny” się zdarzyć).
Jeden obraz wart tysiąca słów 😉
Nika policzyła sobie, że w któryś jeden konkretny dzień lutego jej księżycowe i biologiczne dni płodne zbiegają się. Tak się składało, że to był jedyny taki dzień w całym roku – a zatem miała tylko jedną podwójną szansę.
Na 3 dni przed znamienną datę wciąż jeszcze nie istniał nawet cień szansy na zapłodnienie metodą naturalną. Ale Wszechświat czuwa i bardzo lubi dawać nam prezenty dosłownie w ostatnim momencie, kiedy już prawie wyskakujesz z pociągu.
Tego dnia Nika poszła na urodziny swej serdecznej przyjaciółki. Po sporej ilości wina wyznała, że już za chwilę powinna zachodzić w ciążę, tymczasem brakuje kandydatów. Dziewczyny, jak to dziewczyny, popłakały się, pośmiały i rozeszły do domów. W przeddzień dnia zero, przyjaciółka zadzwoniła i ofiarowała na tę noc Nice swego ukochanego męża.
Cała czwórka zebrała się w domu małżeństwa, w skupieniu, ciszy i miłości. Nika opowiadała, że cały ten czas spędzony z nimi był właśnie takim mistycznym czasem ceremonii. Wspólnie odprawili zaimprowizowany rytuał przyjaźni i miłości, rozpalili ogień, zapalili kadzidła, a potem kochali się w obecności obu partnerek, których miłość i oddanie dodawały energii i namaszczenia temu spotkaniu. Tego wieczora Nika zaszła w ciążę i 9 miesięcy później urodziła dziecko.
Dni płodne naszych marzeń i pragnień
Na koniec konkluzja. Nie stosowałam tej metody, nie przeżyłam na własnej skórze trudów i niemocy nie-zachodzenia w ciążę. Starań, porażek, frustracji z tym związanych. A zatem nie czuję się w tym (ani w niczym innym) ekspertem.
Ale mam głębokie wewnętrzne czucie, związane z przychodzeniem dzieci na ten świat. Oraz z powoływaniem do materii wszelkich marzeń i pragnień, na których bardzo nam zależy.
Trzeba zrobić energetycznego fikołka i puścić to, na czym najbardziej Ci zależy.
Nie dociskać, nie szarpać się, nie wywierać presji.
To blokuje energię, zawęża jej swobodny przepływ, tworzy tamy.
Tak jak zrobiła to Nika, która ani przez chwilę nie przestając pragnąć dziecka, nie zrobiła nic, co mogłoby zrealizować jej zamysł w 3D.
Nie szukała przygodnych kochanków, banków spermy, nie dawała ogłoszeń. Puściła intencję, opowiedziała o niej każdemu, kto chciał słuchać i czekała, pozwalając na wszystko, co przyjdzie.
Dziecko to przecież nie jest zlepek komórek, tylko przede wszystkim Dusza, która wybiera sobie doświadczenie. Udane połączenia plemnika z jajeczkiem, nastąpi, gdy Dusza poczuje, że nadszedł Czas.
I tak jak dziecko Niki, znajdzie sobie sposób, by się zmaterializować w dowolnym momencie. Bo Duch nie zna ograniczeń trójwymiaru i nic go one nie obchodzą.
Znam pary, które mimo zdrowia i dobrej kondycji rok, dwa, trzy czekały na dziecko – odpracowując “pańszczyznę” każdego miesiąca. Znane są też przypadki „bezpłodnych” rodziców, którzy po adopcji zaszli w ciążę.
Dlaczego?
Bo prawdziwie się poddali. Całkowicie zaakceptowali fakt, że nigdy biologicznymi rodzicami nie będą – ale wciąż pragnęli dziecka. Wtedy otwarły się wrota i energia mogła wreszcie popłynąć.
Podobnie z miłością – wspaniałą relacją, o której wszyscy marzą. W moim życiu pojawiła się, gdy całkowicie zaakceptowałam swoją samotność i poczułam się w niej naprawdę szczęśliwie i spokojnie sama ze sobą.
Sekret realizacji marzeń jest prosty:
Pragnąć, lecz całkowicie puścić. Wysłać intencję, a potem pozwolić na to co się pojawia.
A wtedy się okaże, że nasze dni płodne – dotyczące jakiegokolwiek pragnienia, pojawiają się wbrew prognozom, regułom, analizom i obliczeniom.
Dając sobie przestrzeń, stwarzasz najlepsze warunki, do materializacji tych potencjałów, które wybierasz. Przestajesz walczyć i szamotać się z energią, przestajesz być jej więźniem, gonić za nią, wykradać, wyszarpywać.
POZWALASZ, a wtedy ona sama do Ciebie przypływa w takiej formie, jaka wybierasz.
Spełnionych marzeń Kochanie
Aha, tu policzysz swe księżycowe dni płodne: klik!
Aho <3

Pomóż Jasnej Polsce, by powstawały kolejne!
Zostań naszym Patronem!Zrób szybki przelew!Wspieraj nas kupując dla siebie!
Źródło ilustracji w tekście: Internet (gł. Pinterest, Unsplash, Pixabay), chyba, że podano inaczej.
Liczba odwiedzin: 5544
Komentarze
kasja
wyliczyłam, rzeczywiście się sprawdziło…. dziękuję za kolejną cegiełkę w odkrywaniu świata:)
RA - Jasna Polska
Czyli jednak coś jest na rzeczy 🙂 I ja dziękuję za ten komentarz 🙂 Pozdrawiam ciepło!
Marta
Z trudem przebrnęłam ten tekst. Lubię całego bloga, fascynuje mnie duchowa strona życia, ale ten artukuł to zwyczajna promocja patologii. I nie chodzi nawet o związek homoseksualny. Po prostu dziecko to ktoś o bardzo delikatnej psychice, które do prawidłowego rozwoju potrzebuje rodziny. A dokładnie matki i ojca! Tutaj tymczasem egoistka zrobiła sobie dziecko “bo tak”, taka zachcianka, mimo że nie była w stanie zapewnić mu ojca. Rzeczywiście, kierowała się szeroko pojętą “miłością”… patologia nie powinna być pozytywnie opisywana!
RA - Jasna Polska
Hmmm… Znam tą rodzinę – dziewczyny mają już jedno dziecko, urodzone przez drugą z nich. Synek ma już 4 latka, jest bardzo szczęśliwy, bardzo kochanym, świetnie się rozwijającym chłopczykiem. A historia jest … taka jaka jest. Kontrowersyjna, czy odpychająca dla wielu, pomocna i inspirująca dla innych, obojętna dla trzecich.
Opisałam ją, bo jest dla mnie zdumiewającym przejawem życia. Pokazuje, jak inaczej od nas żyją inni – bez osądzania. Bo kimże ja jestem, by oceniać innych? Nigdy nie byłam lesbijką, pragnącą urodzić własne dziecko, więc jak mogłabym postawić się w ich sytuacji? Ale oczywiście szanuję Twoje zdanie. Ja nie mam żadnego – ta historia jest dla mnie zbyt złożona, zbyt nietypowa, zbyt metafizyczna (że jednak udało im się zajść w ciążę – to niewiarygodne).
Opisałam ją także dlatego, bo pragnę tym blogiem wyrażać akceptację dla wszelkich ludzkich dróg – więcej o tym, napisałam tutaj: https://jasnapolska.pl/dlaczego-nasze-drogi-duchowe-tak-bardzo-sie-roznia-i-dlaczego-kazdy-twierdzi-ze-jego-jest-najwlasciwsza/
Dlatego dziękuję Ci za ten komentarz. Wszystkiego dobrego na Twojej, unikalnej, wyjątkowej Drodze <3
Kasia
Dlaczego ludzie tak bardzo boją się homoseksualizmu? Chyba chodzi o strach przed innością. Bo co niby strasznego w tym jest? Jaka patologia? Bardzo podoba mi się Twoja odpowiedz na ten otwarty atak. Spokojna, nieoceniająca. Sama od niedawna żyje troche wbrew stereotypom i wiem jak bardzo boli społeczny ostracyzm. A historia super. Zazdroszczę Ci, że znasz ja z pierwszej ręki. Życzę obu mamom i ich dzieciom wszystkiego najlepszego ❤️
RA - Jasna Polska
Kasiu, dziękuję 🙂
Czemu ludzie boją się homoseksualizmu? – Sama się nad tym zastanawiam. Być może jest to pierwotne zabezpieczenie w części mózgu zwanej gadzim, by gatunek na pewno przetrwał i powiększał się liczebnie?
Tak, społeczny ostracyzm boli bardzo, wiem coś o tym. Jedynym ratunkiem na niego jest pogłębianie miłości do samego siebie i nauka pozostawiania w swym rdzeniu. Już najwyższy czas przestać walidować się opiniami innych (sama nad tym pracuję). Pozdrawiam Cię serdecznie, Ra